Nie każda praca, która daje stabilność i dobre zarobki, musi dawać poczucie spełnienia. Czasem problemem nie jest jednak sam zawód, lecz miejsce pracy, atmosfera albo brak możliwości wykorzystywania własnych talentów. Jak rozpoznać, czego naprawdę potrzebujemy od życia zawodowego? Czy na zmianę kariery nigdy nie jest za późno i czym jest coraz popularniejszy job crafting? O pracy z sensem, własnych wartościach, mocnych stronach i odwadze do zawodowych zmian rozmawiamy z Natalią Leśnikowską, coachką i mentorką kariery.
Redakcja: Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest „praca z sensem” i czy dla każdej kobiety może oznaczać coś zupełnie innego?
Natalia Leśnikowska: Każda kobieta może mieć zupełnie inną definicję pracy z sensem, a jest to związane z tym, że mamy inne wartości, którymi kierujemy się w życiu. Praca z sensem to właśnie taka, w której możemy nasze wartości realizować. Jedna będzie potrzebowała ciągłego rozwoju, inna nie wyobraża sobie pracy bez budowania wartościowych relacji, a jeszcze inną uskrzydlać będzie codzienne niesienie pomocy innym. Chodzi zatem o to, aby to, co na co dzień robimy, było dla nas autentycznie ważne i dawało nam poczucie, że realizujemy zadania i osiągamy zawodowe cele, które są dla nas samych istotne.
Warto bowiem pamiętać, że nigdy nie osiągniemy poczucia sensu, starając się zadowolić innych, ślepo podążając za trendami albo ulegając czyimś poradom. Z doświadczenia coacha i mentorki kariery mogę powiedzieć, że to jest największe wyzwanie moich klientek. Są sfrustrowane, pogubione i rozczarowane miejscem, w którym się znalazły, bo ani razu nie zrobiły sobie rachunku sumienia, czyli nie zadały sobie trzech kluczowych pytań: Jakie są moje kluczowe wartości? Jakie mam zasoby? Jakie są moje preferowane aktywności? A to jest właśnie punkt wyjścia do poszukiwania pracy z sensem.
Wiele kobiet przez lata pracuje w zawodach, które z zewnątrz wydają się dobre, stabilne i satysfakcjonujące, a mimo to czują, że czegoś im brakuje. Jak rozpoznać, że problem rzeczywiście tkwi w naszej drodze zawodowej, a nie jest tylko chwilowym zmęczeniem czy kryzysem?
Warto przede wszystkim przyjrzeć się sposobowi, w jaki wypoczywamy i spędzamy czas wolny od pracy, myślom, które nam wtedy towarzyszą, oraz sygnałom, które płyną z naszego ciała. Jeśli po weekendzie wcale nie czujemy się zregenerowani, a nasze myśli krążą wokół tego, jak bardzo nie chcemy iść w poniedziałek do pracy, to ewidentnie jest to sygnał, że dzieje się coś niepokojącego i nie jest to przejściowe.
Podobnie jest z wakacjami. Jeśli zamiast cieszyć się morzem, plażą czy czasem z bliskimi wciąż odczuwamy napięcie, to droga zawodowa, którą podążamy, może nie być dla nas. Moim klientom często polecam prosty test, który polega na ustawieniu sobie budzika na 16.00 w niedzielę. Co się z nami dzieje, gdy ten budzik zadzwoni? Jeśli jesteśmy zawodowo we właściwym miejscu, to myśl o tym, że jutro znowu podejmiemy zawodowe aktywności, nie powinna być nieprzyjemna.
Temat jest oczywiście bardzo złożony, bo kwestią może nie być nasz zawód, a miejsce, w którym go wykonujemy, panująca w nim kultura i atmosfera. Wtedy remedium na nasze samopoczucie nie będzie poszukiwanie nowej zawodowej ścieżki, a przejście do innej organizacji.
Jakie pytania warto sobie zadać, aby lepiej poznać własne wartości, potrzeby i oczekiwania wobec pracy?
Bardzo lubię koncepcję Czerwonej Nici, której autorem jest Marcus Buckingham, przez wiele lat związany z prestiżowym Instytutem Gallupa. W dużym uproszczeniu chodzi o to, aby w różnokolorową tkaninę naszego życia wplatać jak najwięcej koloru czerwonego, który symbolizuje to, co nas autentycznie cieszy, uskrzydla i fascynuje.
Warto przy tym pamiętać, że mocno nierealistycznym oczekiwaniem jest pozbycie się wszystkich innych kolorów. Czasami musimy przecież wykonać jakieś zadania, które nie leżą w obszarze naszych zainteresowań. Kiedy jednak jesteśmy świadome, jakie są nasze upodobania i preferencje, zyskujemy wpływ na to, aby owej pożądanej czerwonej barwy było jak najwięcej.
Marcus Buckingham poleca zadanie sobie takich pytań jak choćby: Kiedy ostatni raz straciłaś rachubę czasu? Kiedy ostatnio zgłosiłaś się do czegoś na ochotnika? Kiedy ostatni raz ktoś musiał Cię odrywać od Twojego zajęcia? Kiedy ostatnio chciałaś, by dana czynność wcale się nie kończyła? To poważny materiał do refleksji, który w połączeniu z naszymi wartościami może nas naprowadzić na to, jaka praca da nam spełnienie.
Często potrafimy bardzo dobrze powiedzieć, czego w pracy nie chcemy, ale znacznie trudniej określić, czego właściwie potrzebujemy. Od czego zacząć poszukiwanie zawodowego kierunku zgodnego ze sobą?
Oprócz opisanej przeze mnie powyżej koncepcji Czerwonej Nici dobrze jest wykonać jeszcze jedno bardzo uniwersalne ćwiczenie. Zaczynamy od tego, że kartkę dzielimy na cztery równe części, dwie na dole i dwie na górze. W jednej ćwiartce odpowiadamy na pytanie: Co mam i co chcę mieć? W kolejnej zastanawiamy się nad tym, co mamy, ale nie chcemy tego mieć. Trzecia rubryka to miejsce na rzeczy, których nie mamy, a chcielibyśmy mieć, ostatnia natomiast to miejsce na wszystko, czego nie mamy i chcielibyśmy, żeby tak zostało.
Skrupulatne uzupełnienie wszystkich pól pozwala nam sprawdzić, na ile miejsce, w którym się aktualnie zawodowo znajdujemy, spełnia nasze oczekiwania, a na ile się z nimi rozmija.
Zastanawiając się nad tym, czego potrzebujemy, warto skupić się nie tylko na tu i teraz, ale także przypomnieć sobie różne sytuacje z przeszłości. Być może mamy jakieś kompetencje, których nie wykorzystujemy, a bardzo byśmy chciały? A może od dawna chodziło nam po głowie skończenie jakiegoś ciekawego kursu, który zbliżyłby nas do przebranżowienia, ale dotąd brakowało nam odwagi? A może jest ktoś, kto nas inspiruje, z kim warto byłoby porozmawiać?
Jaką rolę w wyborze zawodowej drogi odgrywają nasze mocne strony, naturalne predyspozycje i rzeczy, które przychodzą nam z łatwością, ale których być może nie doceniamy?
Zdecydowanie kluczową. Wspomniany już dziś przeze mnie Instytut Gallupa promuje bardzo mi bliskie podejście, że znając swoje naturalne talenty i umiejętnie przeobrażając je w swoje mocne strony, możemy realizować cały swój potencjał, nie tracąc czasu na zajmowanie się kwestiami, które nie przychodzą nam naturalnie.
I właśnie zidentyfikowanie tych talentów, które umożliwia wykonanie badania CliftonStrengths, pozwala nam zobaczyć czarno na białym, gdzie leży nasza unikalność i co mamy w sobie wyjątkowego, a stąd już tylko mały krok do docenienia samych siebie. Nie bez powodu mówi się o tym, że znajomość swoich talentów pomaga zwiększyć naszą pewność siebie.
Warto też pamiętać o tym, że nie jesteśmy samotnymi wyspami. Najczęściej pracujemy zespołowo, a jeśli jesteśmy przedsiębiorczyniami, to możemy na przykład pewne rzeczy zlecać. Zmierzam do tego, że nie powinnyśmy się starać być we wszystkim najlepsze, bo to ślepa uliczka. Cenną umiejętnością jest natomiast otaczanie się w pracy takimi ludźmi, z którymi będziemy się idealnie uzupełniać.
A na sam koniec przypomnę tylko, że nie ma talentów lepszych i gorszych. Każdy jest równie wyjątkowy.
Co powiedziałaby Pani kobiecie, która czuje, że obecna praca już do niej nie pasuje, ale jednocześnie boi się zmiany, utraty stabilizacji i tego, że „jest już za późno”, żeby zacząć coś nowego?
Zapytałabym po pierwsze, czego się boi. W dzisiejszych, bardzo dynamicznych czasach poczucie stabilizacji jest czymś absolutnie złudnym. Niezależnie od tego, jak dobrze wykonujemy nasze obowiązki i jak bardzo się staramy, z różnych powodów możemy zostać w każdej chwili zwolnione, a jeśli mamy własną firmę, to może wydarzyć się coś, co doprowadzi do jej upadku. Tę niewygodną prawdę obnażyła chociażby pandemia, dlatego absolutnie nie sugerowałabym się tym, że w aktualnym miejscu pracy czujemy się bezpiecznie.
Druga kwestia to to, że zostając w pracy, w której jest nam źle, nie dajemy sobie absolutnie żadnej szansy na zmianę na lepsze. Próbując czegoś nowego, eksplorujemy nieznane terytorium. Nie wiadomo, czy odnajdziemy tam spełnienie, ale przynajmniej dajemy sobie taką możliwość, a to już bardzo dużo.
A jeśli chodzi o to, że „jest już za późno”, to oczywiście trudno tę obawę bagatelizować, bo faktycznie w wielu firmach liczne stanowiska obsadza się przede wszystkim ludźmi bardzo młodymi. Ale jest też cała masa ról, gdzie zdobywane przez lata doświadczenie i wiedza są olbrzymim atutem.
Czy zmiana zawodowa zawsze musi oznaczać całkowite przebranżowienie, odejście z pracy i rozpoczęcie wszystkiego od początku? Czy czasem wystarczy inaczej spojrzeć na to, co już robimy?
Zmiana zawodowa absolutnie nie musi oznaczać rewolucji, może to być jedynie ewolucja. Słyszałam kiedyś bardzo trafną metaforę, że pracy, którą się kocha, nie da się znaleźć, trzeba ją sobie stworzyć. I że z pracą nie jest tak jak z idealną parą butów. Wchodzisz do sklepu, przymierzasz, a ponieważ są piękne i świetnie leżą, to je kupujesz i po prostu nosisz.
W pracy trzeba nieustannie dbać o relacje ze współpracownikami i generalnie brać sprawy w swoje ręce, a nie czekać, aż ktoś odgadnie, czego potrzebujemy. Odczuwasz rutynę? Pragniesz szybciej się rozwijać? Chciałabyś mieć nowy zakres obowiązków? To od Ciebie zależy, czy odważysz się porozmawiać o tym z szefem i przedstawić mu swój wymarzony scenariusz.
A jaka jest rzeczywistość? Moje klientki bardzo chętnie opowiadają mi o tym, w jakiej roli by się widziały, w jakich projektach chciałyby wziąć udział czy z jakim klientem chciałyby współpracować. Ale kiedy pytam, czy ich szef wie o owych pragnieniach, okazuje się, że nie ma o tym pojęcia.
A taka szczera rozmowa z przełożonym, koniecznie poparta konkretną wizją i planem, to pierwszy krok do zmiany obecnej sytuacji. Często możliwe jest więcej, niż nam się wydaje.
Coraz częściej mówi się o tzw. job craftingu, czyli takim kształtowaniu swojej pracy, aby lepiej odpowiadała naszym potrzebom, wartościom i mocnym stronom. Na czym polega to podejście i jak można wykorzystać je w praktyce?
„Job crafting”, który zrodził się w Stanach Zjednoczonych pod koniec ubiegłego wieku, to przekształcanie swojej pracy w taki sposób, aby dawała nam więcej spełnienia.
Przekształcać możemy na przykład nasze zadania w taki sposób, aby zamiast nas irytować czy nudzić, były jak najbardziej przyjemne. Robisz co tydzień prezentację w PowerPoincie, na którą nie możesz już patrzeć? Zmień narzędzie, szablon, pokombinuj z agendą, tak aby w miejsce rutyny wkroczyła kreatywność.
Kolejny przykład przekształcania to przekształcanie relacji. W codziennej pracy staraj się w sposób świadomy spędzać jak najwięcej czasu z ludźmi, którzy Cię inspirują, wspierają i którym ufasz. A jeśli są tacy, którzy wywołują w Tobie trudne emocje, w miarę możliwości ograniczaj Wasze kontakty do komunikacji mailowej czy na firmowym czacie.
Jest też przekształcanie poznawcze, które polega na tym, aby zmodyfikować sposób, w jaki myślimy o pracy. Bo kiedy co rano powtarzasz sobie: „kolejny straszny dzień przede mną”, to na własne życzenie wpadasz w czarną dziurę coraz głębiej. Zamiast tego warto znaleźć jakiś pozytyw, jak choćby to, że odbędziemy ciekawe szkolenie.
Czy może Pani podpowiedzieć kobietom kilka konkretnych kroków, które mogą wykonać już teraz, aby sprawdzić, czy ich obecna praca rzeczywiście jest zgodna z nimi i w jakim kierunku warto dalej pójść?
Ciężko mówić o jakichś uniwersalnych krokach, bo sytuacja każdej z nas jest bardzo indywidualna. Uniwersalne jest jednak z pewnością skupienie się na tym, jak w kontekście trzech wspomnianych już przeze mnie filarów przedstawia się nasza obecna praca.
Zaczynamy od obszaru wartości i sprawdzamy, na ile te, które są dla nas kluczowe, są reprezentowane w naszej aktualnej pracy. Warto pamiętać o tym, że te wartości mogą się diametralnie zmieniać w czasie. Jeśli na przykład zostałaś matką, to kluczowe może stać się dla Ciebie życie rodzinne, które wcześniej zajmowało o wiele niższą pozycję.
Kolejny bardzo obszerny obszar to przyjrzenie się naszym zasobom. Czy w pracy mogę wykorzystywać moje mocne strony, wiedzę, umiejętności oraz kompetencje? Czy mogę uczynić atut z moich cech osobowości i stylu pracy?
I ostatni filar to preferowane aktywności. Czy mogę robić to, co naprawdę lubię? Czy mam szansę wykonywać takie czynności, przy których odczuwam tzw. stan flow?
Właśnie taka pogłębiona autorefleksja to doskonały punkt wyjścia do wyciągnięcia wniosków i stworzenia planu działania.
Na koniec chciałabym zapytać o coś, co być może szczególnie wybrzmi dla kobiet, które od dawna czują, że chcą zawodowej zmiany. Jaką jedną myśl chciałaby Pani zostawić kobiecie, która szuka swojej pracy z sensem, ale jeszcze nie wie, jaką drogą powinna pójść?
Nie ulegaj trendom, nie porównuj się z innymi i nie działaj impulsywnie. Wsłuchaj się w siebie, daj sobie czas na spokojne zadanie sobie kluczowych pytań i znalezienie odpowiedzi, bo tylko tak znajdziesz swoją zawodową drogę.

